środa, 25 maja 2011

Rozdział V - Tajemnica i wywabienie z pokoju


-Mandragora...- wysapała do Grubej Damy, która nawet nie drgnęła, w ramach swojego obrazu.
Ivy zgięła się w pół, oddychając ciężko ze zmęczenia. Pędziła tutaj ile sił w nogach, w ręku trzymała książkę. Klejnoty na okładce błysnęły wesoło.
Przez całą drogę bała się, że spotka Irytka, woźnego lub co gorsza, dogonią ją James i David. Tego ostatniego akurat najmniej się obawiała, bo była szybka, jak na szukającego przystało. Chociaż była już tak blisko, ciągle rozglądała się na boki.
-Madragora! –wymówiła hasło ponownie, dysząc ciężko, dopiero wtedy kobieta na obrazie otworzyła oczy, a ona automatycznie schowała książkę za plecy. 
-Wiesz która jest godzina?! - wydarła się zirytowana i zaczęła żywo gestykulować. Wyglądała na całkowicie wypoczętą - Przerwałaś mi sen! A uczniom nie wolno przebywać o tej godzinie poza dormitorium! 
-Przepraszam, nie chciałam...Ale podałam ci hasło, więc wpuść mnie! - zażądała zdenerwowana Ivy oglądając się za siebie. Ciemny korytarz chwilowo był pusty. Chwilowo.
-Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej. - odparła obrażona kobieta, a inne obrazy również zaczęły się budzić i głośno wyrażać swoje niezadowolenie.
-Proszę, wpuść mnie. – nalegała, gdy osoby z portretów zaczynały robić coraz to większy hałas. Gruba Dama zamknęła oczy i zdawała się ją ignorować - Bo pójdę do dyrektorki! - palnęła nagle, zupełnie bez zastanowienia, ale ku jej zdumieniu podziałało. Strażniczka sapnęła głośno z przerażenia
-No dobrze, już dobrze, wchodź! - rzekła i wpuściła ją do środka.
-Dziękuje – szepnęła i uśmiechnęła się lekko. Była w ciemnym Pokoju Wspólnym, który był zupełnie pusty. Odetchnęła z ulgą – przynajmniej nie będzie musiała tłumaczyć swojego nocnego wypadu do biblioteki. To byłaby wielka sensacja: zawsze cicha i grzeczna dziewczyna, która jeszcze nigdy nie złamała regulaminu, ignoruje go i organizuje sobie nocną przechadzkę po zamku wraz z Jamesem i Davidem, tego samego dnia, w którym zaatakowała komentatorkę i dostała szlaban.
Pewnie zaraz zaczęły by się plotki, że chodzi z obydwoma naraz, a tego by nie zniosła. Chociaż James i tak zmieniał dziewczyny jak rękawiczki, więc długo by to nie potrwało. Tak swoją drogą to nie rozumiała dlaczego tyle dziewczyn się za nimi ugania.
Gdy obraz powoli się zamykał, usłyszała kroki. Obróciła się szybko i przez szparę, zobaczyła na końcu korytarza Jamesa i Davida zmierzających w jej stronę. 
Gdy ją dostrzegli przyśpieszyli kroku, jednak nim zdążyli do niej dojść, drzwi się zamknęły, a ona już biegła przez pusty Pokój Wspólny do swojego dormitorium. Obróciła głowę, nawet się nie zatrzymując; wejście wciąż było zamknięte. Domyśliła się, że Gruba Dama właśnie robiła im wykład. I dobrze im tak, przemknęło jej przez myśl.
Czmychnęła na górę i cicho weszła do swojej sypialni zamykając drzwi. Oparła się o nie i zamknęła oczy. Głośno wypuściła powietrze z ust. Serce wreszcie się uspokoiło i przestało wybijać szaleńczy rytm, który towarzyszył jej odkąd wyszła z łóżka. Przez chwilę nawet zapomniała o książce, która trzymała w ramionach, poczuła taką ulgę. Zdobyła ją!
-Co robisz? - usłyszała zaspany głos z jednego z łóżek.
Ivy aż podskoczyła i błyskawicznie schowała książkę za plecami jak uprzednio przy Grubej Damie, jednocześnie obracając się do źródła głosu.
To była Alisa Campbell. Serce podskoczyło jej do gardła, ale jednocześnie poczuła ulgę, że to tylko ona. Dziewczyna miała lekko podniesioną głową i patrzyła na nią ospale.
-Nic, nic śpij -Odpowiedziała cicho. Nie była pewna czy Alisa w ogóle to usłyszała, ale na szczęście zasnęła z powrotem  zanim Ivy zdążyła dokończyć zdanie.
Na palcach weszła do swojego łóżka zasłaniając szkarłatne kotary i cała przykryła się kołdrą. Wyjęła książkę i nagle poczuła ekscytację na myśl co znajdzie w  środku. Musiało tam być coś niesamowitego! Coś tak tajemniczego i niedozwolonego, że ktoś ukrył ją w takim miejscu! Była w Dziale Ksiąg Zakazanych, w dziwnej skrytce pod klapą w podłodze... Musi być naprawdę wyjątkowa...Zagryzła wargę i jeszcze raz spojrzała na cudowną okładkę, na której nie widniało nazwisko autora ani tytuł. A może to rzeczywiście pamiętnik? - pomyślała nagle. Lecz zaraz ten pomysł uznała za głupi, bo kto zostawiłby taki pamiętnik, w takim dziwnym miejscu? Tam na pewno jest coś znacznie bardziej wartościowego niż czyjeś zapiski o swoim życiu.
Poczuła miłe uczucie w sercu, kiedy bardzo delikatnie otworzyła książkę na pierwszej stronie.
I nagle stało się coś bardzo dziwnego.
Nim zdążyła coś zobaczyć, lodowaty podmuch powietrza przeleciał nad jej łóżkiem szybko przekręcając karty księgi, która po chwili zamknęła się z trzaskiem. Wiatr zawył przeraźliwie.
Przerażona odgarnęła kołdrę z głowy i podniosła się do pozycji siedzącej. Gwałtownym ruchem odsłoniła czerwone zasłony wokół łóżka i ze strachem rozejrzała się po pokoju. Nic się nie zmieniło: Alisa i reszta dziewczyn spały. Jedyną dziwną rzeczą w tym wszystkim było to, że okno było szczelnie zamknięte.
Poczuła jakby ktoś położył jej lodowatą dłoń na karku. Jej ciało przeszedł dreszcz. Nagle ta ciemność zdała jej się jeszcze bardziej nieprzyjazna i złowroga niż zwykle, tak jakby czaiło się tam coś okropnie złego. Tętno znowu przyśpieszyło. Podciągnęła ciepłą kołdrę pod samą szyję, trzymając w pogotowiu różdżkę. Jeszcze przez chwilę rozglądała się z trwogą po sypialni.
W końcu dało o sobie znać zmęczenie i chcąc, nie chcąc położyła się z powrotem , ale tym razem czuła niepokój. Niepokój, który sprawiał, że czuła się jak w zupełnie obcym miejscu, a nie jak w swoim bezpiecznym, przytulnym dormitorium na szczycie wieży.
Ponownie otworzyła księgę. Tym razem nic się nie stało. Natychmiast pomyślała, że musiał to być po prostu zbieg okoliczności. To przeraźliwe wycie wiatru...była już tak zmęczona, że może sobie po prostu to ubzdurała, a może na chwilę zasnęła i to był tylko zły sen? Na pewno to tylko je wybujała wyobraźnia.... Trochę ją to uspokoiło, chociaż tak naprawdę wcale w to nie wierzyła.
Zaczęła powoli przekręcać idealne śnieżnobiałe kartki. Były puste. Z lekkim uczuciem zawodu przekręciła wszystkie strony, ale kiedy nic nie znalazła zamknęła księgę.
Czemu ktoś ją tak dobrze ukrył skoro była pusta? I najważniejsze: kto to zrobił i dlaczego? Spojrzała jeszcze raz na piękną okładkę. I z czego jest zrobiona? Pomyślała, gdy pogładziła dłonią złota oprawę. Mogła się założyć, że żaden krawiec nigdy nie widział podobnego materiału.
Zdjęła kołdrę z głowy i wpatrzyła się w sufit, jednocześnie gładząc księgę.
Czemu była ukryta akurat w bibliotece? I czyją była własnością?
Rozmyślała tak aż do świtu, jednak nie znalazła rozwiązania zagadki.
Jednego była pewna: Ta książka na pewno skrywa jakąś tajemnicę.

                                                                    *  *  *


Był ciepły sobotni poranek, a ona prawie nie spała poprzedniej nocy, jednak była zbyt podekscytowana by odczuwać zmęczenie. Wspominając wczorajszy wieczór, nie mogła uwierzyć w to co się stało. Z jednej strony była zmartwiona obecnością Abigail, Jamesa i Davida, a z drugiej strony w jakiś dziwny sposób cieszyła się, że ich spotkała. Nie wiedziała dlaczego, przecież nigdy ich nie lubiła, a jeszcze po tym co nawymyślała Abigail.... Wyjaśniła sobie to w ten sposób, że po prostu potrzebowała jakiegokolwiek towarzystwa, a oni zawsze zdawali się nieosiągalni dla kogoś takiego jak ona. Jednak
najbardziej niepokojące w tym wszystkim było to, że odczuwała pewna dumę z tego, że odważyła się złamać szkolny regulamin. Gdyby nie miała dowodu w postaci książki, to zapewne pomyślałaby, że to po prostu kolejny, nierealny sen. A jednak była to prawda i to sprawiło, że na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. 
Wcześniej upewniwszy się, że jest sama wyjęła księgę spod poduszki. Wyglądała tak samo pięknie jak wczoraj w nocy tyle, że teraz iskrzyła się jeszcze mocniej w świetle porannego słońca wpadającego przez okno. W tym samym momencie pomyślała, że trzeba coś zrobić, żeby nie wyglądała w ten sposób, bo ktoś od razu zwróciłby na nią uwagę. To był tylko środek bezpieczeństwa, bo zamierzała zawsze mieć ją przy sobie w torbie na książki, a może nawet zabezpieczyć paroma zaklęciami. 
Niespodziewanie drzwi się otworzyły i do środka weszła Alisa - jej współlokatorka. Na szczęście w porę zdążyła schować księgę z powrotem. Gdy zobaczyła ją siedzącą przy łóżku przywitała się z nią, wzięła coś ze swojej szafki i wyszła z dormitorium zamykając drzwi. Ivy odetchnęła. Właśnie chciała sięgnąć po księgę spowrotem, gdy drzwi ponownie się otworzyły i pojawiła się w nich głowa Alisy.
-Aha, zapomniałam o czymś.
Ivy spojrzała na nią pytająco, nie mogąc doczekać się, by zostawiła ją samą. Tak bardzo chciała sprawdzić czy nic nie przeoczyła w kartach książki...
-Twój kot to ten mały, czarny, z czerwoną obróżką, tak?
-Tak, a co? - odpowiedziała zaskoczona takim pytaniem. Czemu w takim momencie musi pytać ją o takie rzeczy? Niech już wyjdzie...
-Bo trochę znęcają się nad nim w Pokoju Wspólnym - odparła niepewnie oczekując jej reakcji, jednak sekundę później, szybko się wymknęła tłumacząc, że umówiła się z kimś i musi już iść. 
Wcześniejsze zniecierpliwienie błyskawicznie zamieniło się we wściekłość. Jak oparzona zerwała się z podłogi i truchtem pobiegła do pokoju wspólnego. Włosy stanęły jej dęba, gdy zobaczyła jak jej kot lata w powietrzu robiąc kółka i ósemki i różnego typu szlaczki. Natychmiast znalazła sprawcę; James stał na środku pokoju w otoczeniu kilku innych Gryfonów z wyciągniętą różdżką. Na twarzy wszystkich zebranych gościły uśmiechy, niektórzy otwarcie się śmiali - najwyraźniej mu kibicowali.
-Finite! – zawołała i zręcznie wykonała szybki ruch różdżką. Zaklęcie Jamesa przestało działać i zwierzę z gracją stanęło z powrotem na czterech łapach. Zanim zdążyło gdzieś czmychnąć Ivy chwyciła go delikatnie i wzięła na ręce. Kot wyglądał tylko na lekko skołowanego, nie miał żadnych widocznych obrażeń, ale i tak objęła go opiekuńczo.


Wszyscy Gryfoni jęknęli z zawodem i rzucili jej spojrzenia pełne wyrzutów. Tego było już za wiele.
-Co wy wyprawiacie?! – wybuchnęła, obserwując ich morderczym wzrokiem. Uczniowie w jednym momencie gdzieś znikli oprócz dwóch osób - Jamesa i Davida. Ten drugi schował się za kanapą udając, że wiąże buta. Ivy i tak go zauważyła.
-Co to ma znaczyć?
-Bawimy się z kotem, nie widać? – odpowiedział beztrosko James, chowając różdżkę do kieszeni szaty-  Albo raczej bawiliśmy się, póki nam nie przerwałaś.
Zrobiła kilka szybkich kroków w jego kierunku. Teraz dzielił ją zaledwie metr od wysokiego bruneta, który jak zwykle uśmiechał się lekko. To jeszcze bardziej ją rozgniewało.
-Nazywacie to zabawą, tak? – spytała coraz bardziej podnosząc głos - Mogliście zrobić mu krzywdę!
-Nic byśmy mu nie zrobili, obchodziłem się z nim delikatnie. - powiedział i spojrzał na nią z góry, a po namyśle dodał -  Nie bądź taka sztywna.
-Sztywna?! - wykrzyknęła - To wy jesteście nienormalni! Według ciebie to było delikatne? Chyba cię...
-Nie gadaj tyle – przerwał jej, krzywiąc się lekko, jakby od jej słów rozbolała go głowa.
Ivy niespodziewanie skierowała różdżkę prosto w jego pierś. Kot z lekkim tupnięciem spadł na podłogę, by po chwili gdzieś zniknąć. James nie wyglądał na wystraszonego. Nie bał się, że rzuci na niego jakąś niezbyt przyjemną klątwę. Wiedział, że nic by mu nie zrobiła. Nie wyglądała na taką, co z tak błahego powodu krzywdzi innych. Przynajmniej tak mu się zdawało.
-Hej, spokojnie! – zawołał  David nagle wyłaniając się zza kanapy. Podniósł ręce do góry w obronnym geście. Ivy na chwilę na niego spojrzała, na te jego otoczone wianuszkiem czarnych rzęs, zielone oczy, które nadawały mu niewinnego wyglądu, co było bardzo mylące. 
-Mam was serdecznie dosyć!- wycedziła ciągle wbijając różdżkę w jego klatkę piersiową.  Niektórzy Gryfoni przyglądali się z zaciekawieniem tej scence, jednak ona nie zwracała na to uwagi – Najpierw przyłazicie za mną do biblioteki, potem obrażacie mnie i śmiejecie się ze mnie razem z Abigail, a teraz to! Czy wy dla każdego jesteście tacy, czy tylko dla mnie? To jest drugi raz....
-Ale...-zaczął James
-...jak z wami rozmawiam, a już nie chce was słuchać! Nie rozumiem jak...
-Ale....
-....ktokolwiek może was lubić! Jesteście samolubnymi egoistami, którzy nie mają, co robić, więc znęcają się nad innymi! –zakończyła i ze świstem cofnęła różdżkę sprzed jego piersi. Miała ochotę mówić dalej, ale wydawało j się jakby nagle zabrakło jej słów. David westchnął przeciągle. James zmarszczył czoło.
-Ale...Hm. To była najdłuższa twoja kwestia, jaką kiedykolwiek słyszałem.
Ivy trochę zbiło to z tropu, jednak nim zdążyła, cokolwiek powiedzieć, dodał:
-Mówiłaś, że śmialiśmy się z ciebie. A to nie prawda. Najpierw mówiła, ze ukradłaś jej pamiętnik czy co to tam było, ale potem... zaczęła opowiadać kawały. To dlatego się śmialiśmy. 
Ivy zatkało. A była pewna, że ona...Czyli jednak nie była AŻ tak okropna jak sądziła. Po prostu chciała odwrócić ich uwagę!
Nagle pomyślała, że trochę nieuczciwie zrobiła przywłaszczając sobie książkę, w końcu gdyby nie Abigail, to by nawet nie wiedziała o tej skrytce. Tylko dzięki temu, że się potknęła w czasie przenoszenia książek się o niej dowiedziały. 
Poczuła jak robi jej się lżej na sercu. Ona tylko opowiadała im kawały. Prawie się uśmiechnęła: to byłoby do niej bardzo podobne.
Podniosła oczy w górę i zobaczyła, że James i David na nią patrzą. Znowu przybrała złą minę.
-To nie zmienia faktu, że znęcaliście się nad moim kotem. – przypomniała sobie nagle.
-No tak, ale to tylko po to żeby cię wywabić z pokoju. –wypalił David, a jakiś pierwszoklasista spojrzał na niego z ukosa – Hej! Nikt cię nie nauczył że nie wolno podsłuchiwać? – zwrócił się do dziecka, które wystawiło mu język i szybko uciekło nim David zdążył cokolwiek zrobić.
-Co takiego? Ale po co? – dziwiła się.
-Bo chcieliśmy z tobą pogadać. 
-Ciekawe o czym? – spytała chłodno i  założyła ręce na piersi - Jakoś nigdy wcześniej nie chcieliście tego robić.
-Jak to o czym? O tym pamiętniku.
Nagle trafiło do niej, że rozmawiają z nią tylko ze względu na Abigail, tylko po to żeby zwrócić jej „pamiętnik”. 
-To nie mogliście po prostu wejść na górę? – zapytała lodowatym tonem
-No nie, bo schody do dormitoriów dziewczyn są zaczarowane, niestety. Nieraz się o tym przekonałem - powiedział i zaśmiał się lekko, a gdy Ivy zmrużyła oczy, dodał - A zresztą nawet jakby nie były to i tak pewnie rzuciłabyś nas jakąś klątwą, gdybyśmy tylko do ciebie zajrzeli.
-Widzę, że już dobrze mnie poznaliście - zadrwiła - Mogliście wysłać którąś z dziewczyn. Przecież tyle ich jest w tym zamku, nieprawdaż?
-O tym nie pomyślałem.... Ale kotu nic się nie stało, nieprawdaż? – przedrzeźnił ją, ale zaraz zapytał normalnym tonem - wiec w czym problem?
-Mogliście zrobić mu krzywdę!
James zrobił minę typu „znowu się zaczyna”, a David tylko ponuro pokiwał głową.
-My bynajmniej nie w tej sprawie – uciął brunet. Nie chciał kolejnego wywodu na temat „jak traktować, zwierzęta domowe". Już miał tego dosyć. Wystarczyło mu już to, że średnio co miesiąc dostawał wyjca od matki. 
-BYNAJMNEJ Nie mam zamiaru was słuchać. Wracam do dormitorium i jeśli jeszcze raz  choćby zbliżycie się do mojego kota, to nie wiem co wam zrobię – warknęła i przez krótką chwilę żałowała, że nie może zmienić ich w małe zielone ropuchy. Albo przynajmniej Jamesa.
Wyniośle odwróciła się do nich plecami i ruszyła w stronę schodów prowadzących do dormitorium dziewcząt.
-Poczekaj - odezwał się nagle David, robiąc krok w jej stronę.
-Niby na co? - odparła jadowicie z jedną nogą na schodku. Lekko obróciła głowę by ich widzieć.
-To w końcu ukradłaś ten pamiętnik, czy nie? - zapytał niecierpliwie James, wkładając ręce głęboko do kieszeni.
-A jak myślisz?
-Abigail twierdzi, że coś jej zabrałaś – wytłumaczył David, a kilkoro Gryfonów nadstawiło z zaciekawieniem uszu.
Ivy zlustrowała wzrokiem otaczającą ich grupkę. Nikt nie mógł  dowiedzieć się o książce, a wiedziała z jaką prędkością rozchodzą się tutaj informacje.
-Gdyby mnie nie denerwowała na każdym kroku to bym jej to oddała. A teraz to może się wypchać. – odpowiedziała. Czuła mieszaninę złości, żalu i....zazdrości?
James zrobił minę typu: „a nie mówiłem?” Jednak David kontynuował:
-Czyli jej to zabrałaś?
-Tak, ale to też należy się mnie! - wykrzyknęła wzburzona.
-Macie wspólny pamiętnik? - spytał David niczego już nie pojmując.
Ivy spojrzała na nich z politowaniem coraz bardziej wątpiąc w inteligencję. Nie żeby kiedykolwiek wierzyła, ale iskierka nadziei, która kiedyś miała właśnie zgasła. Zdenerwowana weszła po schodach do dormitorium.
Oni najwyraźniej uwierzyli Abigail i myśleli, że to tylko pamiętnik. Prychnęła. Jak można być tak głupim? Po co miałaby chować  pamiętnik w takim miejscu? A przecież w życiu by niczego nie ukradła! A tym bardziej czemu miałby ją interesować czyjś pamiętnik, a tym bardziej JEJ pamiętnik?
Oni nie wiedzieli, jaka jest Ivy. W sumie nic dziwnego, raczej obracali się w innym towarzystwie, nie spędzali poza treningami i lekcjami czasu. Kiedy oni urządzali dzikie imprezy albo łamali szkolny regulamin, ona raczej wolała poćwiczyć zaklęcia. Miała wrażenie, że nie pasowałaby do takich ludzi i że za bardzo by odstawała, to też nigdy nie spróbowała się przyłączyć.
Teraz pewnie myślą, że jestem agresywną wariatką, pomyślała i weszła do pustego dormitorium. 
Często idąc na zajęcia widziała ich w gronie znajomych, śmiejących się i wesołych. To oni organizowali imprezy, to oni robili kawały nauczycielom. Prawie wszyscy ich lubili. I co z tego, że nie mieli dobrych stopni skoro byli utalentowani i zabawni? Wiele dziewczyn w szkole marzyło by z którymś z nich się umówić, nie ze względu na wygląd, lecz na ich przebojowy charakter, który przyciągał wszystkich.
Ivy głośno westchnęła i pokręciła głową z niedowierzaniem.
Szybko wyjęła księgę i obłożyła ją szarym papierem. Teraz wyglądała jak zwykły notatnik albo zeszyt i miała pewność, że nie zwróci niczyjej uwagi.
Położyła się na łóżku i znowu zaczęła przewracać kartki mając nadzieję, że może coś przeoczyła. Ciągle nic.
Nagle drzwi się otworzyły, a ona odruchowo wrzuciła książkę za łóżko.
- O cześć! Prawie cały dzień cię nie widziałam – to była Alisa z tym swoim szerokim, szczęśliwym uśmiechem.
-Cześć – odpowiedziała Ivy czując, że kąciki ust mimowolnie się jej unoszą.  Lubiła ją, chociaż była zupełnie inna od niej: dziewczęca i modna. Ivy nie lubiła sukienek i nigdy nie rozumiała jak można robić sobie taką krzywdę jak chodzenie w wysokich szpilkach i makijażu  tylko po to by lepiej wyglądać. Preferowała chodzenie w wygodnych adidasach i zwykłych dżinsach i gdyby nie długie włosy ktoś mógłby wziąć ją za chłopaka. 
-Słyszałam, że rozmawiałaś z Jamesem i Davidem – oznajmiła podekscytowana koleżanka siadając w nogach łóżka. Ivy głośno wypuściła powietrze z ust zastanawiając się nad odpowiedzią. Wiedziała, ze Alisa marzy by umówić się z którymś z nich. 
-Tak, rozmawiałam - przyznałą, wzruszając ramionami.
-I jak?
Ivy nie chciała jej urazić, więc ujęła to najdelikatniej jak umiała:
-Już wole rozmawiać ze Ślizgonami.
-Ze Ślizgonami? –zapytała oszołomiona, otwierając szeroko usta i oczy, co dało dość komiczny efekt - Żartujesz sobie, prawda?
-No dobra, aż tak źli to nie są. – odparła niechętnie.
-Uff, to dobrze, bo już myślałam, ze zwariowałaś – zaśmiała się lekko, a po chwili milczenia dodała- O, przypomniało mi się coś.
-Tak?
-Czy wychodziłaś, gdzieś wczoraj w nocy? Bo zdawało mi się, że ktoś wychodził z dormitorium...
-Musiało ci się wydawać – skłamała. Przeszedł ją dreszcz, nie znosiła tego robić. Alisa uwierzyła i znowu zaczęła wesoło pytać ją inne sprawy.  
Z zdenerwowaniem pomyślała o kolejnym spotkaniu z Abigail na zajęciach w poniedziałek.


    ~*~*~ 

Dawno nie było nowego rozdziału, ale to przez to, że teraz trzeba poprawiać oceny w szkole. Mamy nadzieję, że nie jest zbyt nudno. Następnym razem postaramy sie dodać wcześniej. Pozdrawiamy czytelników :)
 

wtorek, 3 maja 2011

Rozdział IV - Prywatne, intymne sprawy i krótka sukienka


Przed nimi nie stała bibliotekarka ani woźny, których można by się tutaj spodziewać. Obydwie instynktownie przysunęły się do siebie w taki sposób, że stykały się ramionami dokładnie zasłaniając skrytkę. Zupełnie nie spodziewały się tego, że ktoś mógł je nakryć na nielegalnym przebywaniu poza swoimi dormitoriami. 
Zewsząd otaczała ich nieprzenikniona ciemność, ale różdżka Abigail rzucała słabe światło na dwie dość wysokie sylwetki przed nimi. Ta bliżej Ivy była wyższa i szczuplejsza. Blondynka nie mogąc uwierzyć własnym oczom, rozpoznała w nich dwóch pałkarzy drużyny Gryffindoru. Aż drgnęła lekko, lecz po chwili, gdy zaskoczenie minęło wyprostowała się przybierając bardziej godny wyraz twarzy.
James Potter stał tuż przed nimi jak zwykle uśmiechnięty, jednak z jakimś niepokojącym błyskiem w orzechowych oczach. Obok niego David Smith z którym był prawie nierozłączny od pierwszej klasy. Spod ciemnej grzywki spoglądały na nie oczy zielone niczym liście drzew w lecie, które wyrażały zdziwienie i niedowierzanie. Wyglądał niemal uroczo z tą miną, tak jak dziecko, które nie wie co się wokół niego dzieje. Ivy uśmiechnęłaby się gdyby nie fakt, że zostały nakryte przez nich na łamaniu regulaminu. A to nie oznaczało niczego dobrego. Serce podeszło jej do gardła, ale nie dała po sobie poznać, że się wystraszyła. Wyprostowała się niczym żołnierz i zmierzyła ich najbardziej pewnym siebie wzrokiem na jaki było ją w tym momencie stać. Byli ubrani w piżamy, ale tylko David wyglądał na zaspanego - James miał szeroko otwarte oczy jakby wypił co najmniej dziesięć filiżanek wyjątkowo mocnej kawy. Jednak Ivy wiedziała, że to nie z tego powodu jest taki rozbudzony. Potarł podbródek z miną badacza, który właśnie odkrył jakieś bardzo ciekawe zjawisko. Niewątpliwie intrygowała go ta sytuacja.
Ivy drgnęła, kiedy zrobił krok do przodu, jednak Abigail zdawała się tym zachwycona i uśmiechnęła się szeroko. Ivy zawsze dziwiły jej reakcje.
-Eee...- zaczęła Abigail najwyraźniej nie wiedząc co powiedzieć- Cześć James, cześć David...
-Widzę, że wybrałyście się na nocny spacer. - zażartował James.
Brązowe oczy patrzyły na dziewczyny pewnie spod ciemnych rzęs, a usta rozchyliły się w lekkim uśmiechu. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na Abigail w krótkiej granatowej koszuli nocnej, która wlepiała w niego oczy. Jednak gdy napotkała jego spojrzenie natychmiast się odwróciła. Poczuła, że robi się jej gorąco.
-Widzę, że wy też - odpowiedziała Ivy równie kpiąco, kiedy już otrząsnęła się z zaskoczenia. James poczochrał czarne włosy nawet na nią nie spoglądając. Zdenerwowało ją to.
Czy liczy się tylko krótka sukienka Abigail? - pomyślała i poczuła jak wzbiera w niej gniew.
Było cicho, nikt się nie odzywał. Stali tak w bezruchu  wpatrując się w siebie. Na nogach mieli kapcie, ale i tak stopy zmarzły im od zimnej, kamiennej podłogi. Wokół nich stały stare regały z jeszcze bardziej wiekowymi księgami na półkach. David ziewnął przeciągle rozładowując napięcie i odezwał się lekko zaspanym głosem:
-Zauważyliśmy was i zaczęliśmy się zastanawiać co wy dwie możecie robić o tej godzinie w bibliotece – zagadnął.
Jest miły, nie taki jak James.- pomyślała Ivy. Tak naprawdę to znała ich dosyć powierzchownie. Owszem, chodzili razem na lekcje, gdyż byli na tym samym roku, a od niedawna grali w jednej drużynie, ale tak naprawdę praktycznie nie zamienili ani słowa.  
Jednak jeśli Ivy miałaby wybierać, to lubiła Davida znacznie bardziej niż tego aroganckiego palanta, który w tym momencie udawał, że nie spogląda na odsłonięte nogi Abigail. A to wcale nie umniejszało jej złości, a wręcz przeciwnie; zacisnęła usta i spojrzała na niego gniewnie. Ruda doskonale zdawała sobie sprawę z jego zainteresowania i była tym tak zaabsorbowana, że chyba nawet nie usłyszała pytania
-To nie wasz int.... -zaczęła Ivy, jednak James przerwał jej nim zdążyła dokończyć. 
-Nie możecie włóczyć się po zamku w nocy. – przyuczył je, przybierając zarozumiały wyraz twarzy. W tym momencie David niewinnym wzrokiem spojrzał w bok..
Otworzyła usta z oburzenia. ON ma JĄ pouczać? O nie, nic z tego.
-A to niby dlaczego? – odpowiedziała wojowniczo Ivy i po raz pierwszy odkąd się tutaj spotkali udało jej się uchwycić jego spojrzenie. Było rozbawione i żywe mimo, że była już głęboka noc. Posłała mu najbardziej nie przyjazną minę  na jaką było ją stać, ale to nie zmąciło jego najwyraźniej dobrego nastroju.
-Głupie pytanie! Chyba nie chcemy żeby znowu Puchar domów wygrali Ślizgoni, prawda? 
Nagle poczuła wyrzuty sumienia. Wyraz jej twarzy się zmienił ze złośliwej zaciekłości do zatroskania. Och, nie! Dlaczego nie pomyślała o tym wcześnej? Stracą cenne punkty, na które tak ciężko pracowali, jeśli ktoś ich teraz złapie!
-Oczywiście, że nie, ale...- nagle zdała sobie sprawę, że tłumaczy mu się ze swojego postępowania i natychmiast się otrząsnęła - A wy to co? – prychnęła i by podkreślić swoje niezadowolenie założyła ręce na piersi. 
-To wy tracicie najwięcej punktów! Wszyscy o tym wiedzą – dodała Abigail patrząc na bruneta przeciągle. Liczyła na to, że zauważy jej wzrok i znowu na nią spojrzy, jednak tak się nie stało. By zwrócić jego uwagę, zapytała:
-A wy co tutaj robiliście? - Ku jej zadowoleniu spojrzał w jej stronę, a ona uśmiechnęła się do niego słodko. James zdawał się tym wcale nie poruszony, jednak to jej nie zraziło.                        
-Coś... ale nie o tym. – odparł po krótkim namyśle, a potem wyprostował się tak jakby się przeciągał, teraz był jeszcze wyższy i szczuplejszy niż zwykle - A więc, co robią tutaj dwie najbardziej nie lubiące się osoby w całej szkole? – spytał, ciągle trzymając ręce w górze.
Abigail przez chwilę zdumiała prostota tego pytania, lecz zaraz ocknęła i zaczęła działać  na swój własny, oryginalny sposób, by –jak sądziła- zapobiec katastrofie.
-A kto powiedział, że się nie lubimy? - zapytała Abigail obejmując Ivy ramieniem i wymuszając uśmiech. Blondynka spróbowała zrzucić jej ramię, jednak dziewczyna trzymała ją w żelaznym uścisku. Wbrew pozorom była bardzo silna. Musiało to wyglądać co najmniej trochę nienaturalnie, gdyż równocześnie starały się zasłonić skrytkę.
David chyba coś dostrzegł, bo przechylił się w bok, wyciągając szyję.
-A co tam chowacie? – spytał ciekawsko. James rzucił zainteresowane spojrzenie w tamtym kierunku.
Ivy poczuła ukłucie strachu, jednak jak na razie się nie odzywała. Starała się zachować spokojny i niewzruszony wyraz twarzy. Uważnie śledziła sytuacje, by w razie potrzeby zacząć działać.
-A wiesz to tylko...-zaczęła się jąkać Abigail- No właśnie to...- i machnęła ręką, jakby chciała zastąpić tym ruchem słowa.
Jednocześnie podnieśli brwi do góry i spojrzeli na nią uważnie. Ivy zbladła. Teraz na pewno zaczną coś podejrzewać...- pomyślała, starając się wyglądać naturalnie, jednak nie wychodziło jej to najlepiej. Lepiej by było,, gdyby Abigail wcale się nie odzywała. Musi przejąć inicjatywę, bo aż strach pomyśleć, co zaraz wymyśli. 
-Jakie "to"?
-No wiecie... – powiedziała rudowłosa  robiąc krok w ich stronę- takie...hm... no wiecie...
-...Prywatne sprawy- dokończyła za nią Ivy  z naciskiem. Przyglądając się im uważnie. Nie dadzą się nabrać, musieliby być kompletnymi głupkami, jeśliby w to uwierzyli. Abigail po chwili jeszcze pogorszyła sprawę. Ivy miała ochotę uderzyć się w czoło, na znak tego co sądzi o tej rozmowie.
-Tak, tak! -podchwyciła Abigail natychmiast- Bardzo prywatne, intymne sprawy...
-Intymne mówisz - powtórzył z zainteresowaniem James, a David jakby lekko się rozbudził.
-Tak! Dokładnie! - Puchonka z uśmiechem na twarzy klasnęła w dłonie, a dźwięk potoczył się głośnym echem po bibliotece - A teraz idźcie, dobranoc, miłych snów wam życzę.
Popchnęła ich lekko w kierunku drzwi, jednak oni wciąż stali w tym samym miejscu.
-Ale my się nigdzie nie wybieramy. - oznajmił David odwracając się do niej. Spojrzała w jego zielone oczy z niemym wyrzutem.
-Tutaj naprawdę nic nie ma, no! - zawołała udając zniecierpliwienie- Dajcie spokój, nie macie nic lepszego do roboty?
-A wy to co, będziecie tu robić wykopaliska? - zapytał, w zabawny sposób krzwiąc brwi, ale po chwili dodał poważniej - Dlaczego nie śpicie?
-Już wam mówiłam! – odparła zirytowana opierając ręce na biodrach i westchnęła- Nie każcie mi tego znowu powtarzać.
-Właściwie to niczego nam nie powiedziałaś.- zauważył David, marszcząc czoło.
Abigail chwilę się zastanowiła. Musi szybko coś wymyślić, żeby poszli do dormitorium...Musi, bo inaczej zobaczą to co znalazły, a wiedziała, że akurat to na pewno nie jest przeznaczone dla ich oczu.
-No dobra powiem wam...-  Odwróciła się teatralnie i zaczęła szeptać konspiracyjnie.
Oboje nadstawili uszu. Ivy przyglądała się im podejrzliwie.
- Jesteśmy tutaj bo...- zaczęła mówić  pierwszą rzecz jaka przyszła jej na myśl - Bo Ivy ukradła mi pamiętnik i... go tutaj schowała i ja chciałam go odzyskać, ale ona nie chciała go oddać. - Zaczęła wyrzucać  z siebie nieskładne zdania. Wahała się i nie czuła się z tym dobrze, ale cóż miała zrobić? -  Ona go tu schowała - po chwili dodała z przekonaniem kiwając głową. Chwilę nad tym pomyślała i doszła do wniosku, że zaczyna wierzyć w swoje kłamstwa. 
Spojrzeli na Ivy z wyrzutem
-Co?! To nieprawda! - krzyknęła osłupiała blondynka - Ona kłamie! Nie wierzcie jej! 
-Specjalnie tak mówi, bo się wstydzi. – ciągnęła dalej Abigail zakrywając usta dłonią i spojrzała na  nią oskarżycielsko. - Bo to Gryfonka i nie wypada jej kraść. No wiecie, ale różnie bywa...
Głos rudowłosej brzmiał znacznie bardziej przekonująco niż poprzednio.
-Nie słuchajcie jej! – Ivy podniosła głos, jednak wcale jej nie słuchali. Nachylili się w kierunku Abigail, które zmyślała coraz to ciekawsze informacje.
Ivy poczerwieniała ze złości i zacisnęła dłonie w pięści. Rozdrażniło ją to do granic możliwości.
No tak, oczywiście. Słowa całkiem popularnej dziewczyny, w krótkiej koszuli nocnej liczą się znacznie bardziej niż osoby z mugolskiej rodziny, nie posiadającej kupy pieniędzy ani znajomości - pomyślała i ręce zaczęły jej lekko drżeć od szargających ją emocji. Sama sobie dziwiła się, że jeszcze nic nie zrobiła.
I nagle coś kazało spojrzeć jej na „książkę”, leżącą w skrytce za jej plecami. Nawet w ciemności mieniła się niczym diament. Była taka piękna...
Bez zastanowienia wzięła księgę ze schowka.  Była miękka i gładka, ale pod palcami dało się wyczuć drobne włókna. Z bliska wyglądała jeszcze cudowniej, ale nie miała czasu się nią zachwycać.
Coś podpowiadało jej żeby ją stąd zabrać  i zachować  tylko dla siebie.
Odwróciła się w stronę pozostałych. Abigail coś do nich mówiła, a oni słuchali uważnie. Ich cichy śmiech odbijał się echem od zimnych ścian.
Wyglądało na to, że dobrze się bawią.
I nagle poczuła, że oni nie zasługują nawet na to aby spojrzeć na tak cudowną rzecz.
Abigail nie lubiła odkąd ją poznała, jednak dopiero teraz zrozumiała jak bardzo jej nienawidzi.
Rozwścieczona ruszyła szybkim, ale cichym krokiem do wyjścia. Byli zbyt zajęci, by to zauważyć.
Minęła regał obok którego stali i niepostrzeżenie dotarła do drzwi. Złapała za zimną metalową klamkę i popchnęła je. Nagle głosy umilkły.
-A gdzie ona się podziała?
W tym momencie drzwi głośno trzasnęły, a Ivy popędziła do pokoju wspólnego nie oglądając się za siebie. 

                                                                  *   *   *

Usłyszeli trzask zamykanych drzwi.
- Zwiała - stwierdził David, patrząc w stronę drzwi, które przed chwilą zamknęły się z hukiem.
-A niech sobie idzie - powiedział James i lekceważąco machnął ręką.
Abigail rozejrzała się po sali i zbladła, gdy zobaczyła pustą skrytkę. Blask księżyca oświetlał to miejsce bladym światłem.
-O nie....-jęknęła i podbiegła do klapy - Nie ma jej! A niech to!
James i David podeszli do niej wyluzowanym krokiem i zajrzeli przez ramię.
-Czego takiego?
-Niczego...Niczego...-mruknęła gorączkowo przeszukując skrytkę, chodź wiedziała, że jest pusta.
Patrzyła w to miejsce oniemiała i nie mogła uwierzyć. Dlaczego jej nie powstrzymała? Dlaczego gadała te wszystkie bzdury zamiast brać  księgę i uciekać, tak jak ona zrobiła? Podczas, gdy targana rozterkami, nie zwracała uwagi na nic innego, szatyn o zielonych oczach podszedł do niej. 
-Chodzi o twój pamiętnik? – podpowiedział uprzejmie David, a ona aż podskoczyła na dźwięk jego głosu tuż za swoimi plecami.
-Nie!... to znaczy...- wyjąkała nerwowo.
O kurczę, ale się wpakowałam!- pomyślała. Podniosła się z podłogi  i zaczęła gorączkowo myśleć, a on wpatrywał się w skrytkę zagadkowym wzrokiem, ale o nic nie spytał.
- No to jak w końcu? - dopytywał James skubiąc rękaw swojej piżamy w czerwoną kratę. Nawet nie zauważył schowka, który znajdował się za jego plecami.
-Muszę ją dogonić! – zawołała, ignorując jego pytanie i wybiegła z biblioteki.
Nagle zatrzymała się w pół kroku zdając sobie sprawę, że nie ma pojęcia, gdzie jest pokój wspólny Gryfonów, bo założyła, że właśnie tam pójdzie Ivy. Wróciła się do środka szybkim krokiem.
-Pomożecie mi odzyskać pamiętnik? - spytała z nadzieją w głosie i spojrzała na ich twarze. David wyglądał jakby nad czymś się zastanawiał. Abigail pomyślała, że skoro są Gryfonami to muszą być szlachetni i z chęcią pomogą damie w opałach, jednak się przeliczyła.  .
-A dlaczego mielibyśmy to robić? - odparł James, patrząc w jej stalowe oczy, David jednak z jakiegoś powodu unikał jej wzroku.
-Proszę!...Naprawdę mi na tym zależy... James, David, proszę.
-Nie pomagamy wrednym komentatorkom!- zadecydował James, a David spojrzał na niego z ukosa.
-Nie jestem wredna i.... komentatorką też już nie...-dodała z żalem. - Naprawdę lubiłam to robić, a to że czasem coś mi się wymsknęło...
-Nawet gdybyśmy chcieli, ale nie myśl sobie że chcemy, to byłoby nieuczciwe w stosunku do kolegów z drużyny, a i tak...- mówił idąc w kierunku wyjścia.
-Proszę!- przerwała mu mając nadzieję, że zmienią zdanie, jednak oni wyminęli ją bez słowa.
-Jeśli mi pomożecie to wam to jakoś wynagrodzę!- zawołała z desperacją.
Czuła, że musi zrobić wszystko, by tylko ją odzyskać. Nawet nie przyjmowała do siebie wiadomości, że mogło być inaczej. Musi ją odzyskać...
-Myślisz, że nas przekupisz? - spytał z powątpiewaniem i na chwilę się odwrócił.
Puchonka niespokojnie rozejrzała się pomieszczeniu w poszukiwaniu pomysłów.
-A co powiecie na bilet na mecz?
-Dostajemy bilety, co roku - odparł wyniośle James.
-Randka?
-Z tobą? - spytał ze śmiechem na ustach.
Abigail poczuła, że palą ją policzki - skrycie o tym marzyła, jednak nie takiej reakcji oczekiwała. Zawstydzona natychmiast dodała:
-Z kimkolwiek! No przecież nie ze mną.
-Naprawdę jeszcze tak nisko nie upadliśmy. Cześć.
Byli coraz bliżej wejścia, a ona zaczęła panikować. Potrzebowała ich pomocy.
-Może jest coś czego chcecie?
-Nie - odparł niedbale.
Abigail zagryzła wargę. Myślała gorączkowo. W momencie, gdy otwierali drzwi odezwała się:
-A nie interesuje was co zabrała?
Zatrzymali się. Uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Czyli to nie był twój pamiętnik? - spytał starając się nie okazywać zainteresowania, jednak ciekawość zżerała go od środka
Nagle wpadł jej do głowy genialny pomysł.
-Może -odparła cicho, przechodząc obok nich - Gdybyście ją mieli to byście się dowiedzieli co to jest...
-Czyli to nie twój pamiętnik? - powtórzył cały czas wlepiając wzrok w drzwi. Nie chciał na nią patrzeć, ale David najwyraźniej był innego zdania gdyż wodził za nią wzrokiem, jakby pilnował czy nagle nie zniknie gdzieś w mroku.
-Sam się przekonaj - powiedziała. Tym razem role się odwróciły; to ona się uśmiechała. - Już chyba powinniście iść. Jest bardzo późno
David przyglądał się jej ze mieszanymi uczuciami. Nie wiedział co o tym myśleć. Z zamyślenia wyrwał go odgłos kroków Jamesa zmierzającego do wyjścia i szybko go dogonił. 
Abigail poszła w kierunku klapy, zamknęła ją i dopiero za którąś próbą niewprawnie odstawiła regał za pomocą czarów na swoje miejsce. Wróciła do swojego ciepłego, przytulnego dormitorium utrzymanego  w stonowanych barwach. Nikt nawet nie zauważył że wyszła z łóżka, bo wszyscy smacznie spali.
Wsunęła nogi pod ciepła, puchową kołdrę i wyjrzała przez małe okno pod sufitem. Stąd widziała mroczną granicę Zakazanego Lasu, gwiazdy na ciemno-granatowym niebie, a także srebrzysty księżyc, który delikatnie oświetlał jej twarz,
Ta księga była taka cudowna,.. nigdy nie była wielbicielką książek jednak tą musiała przeczytać. Wiedziała, ze w środku jest na pewno tak samo niesamowita jak na zewnątrz.
Jak mogłam przegapić taką okazję! - pomyślała ze złością.
I jeszcze James pewnie się na nią gniewa! Całkowicie to zepsuła!
Jutro wszystko naprawi. Z tą myślą zasnęła.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Rozdział III - Zasady są po to, żeby je łamać

Było koło północy. Ivy przekręcała się  z boku na bok nie mogąc zasnąć. Wiedziała jaki jest tego powód.
Wstała z łóżka i zaczęła przechadzać się po pokoju w tą i z powrotem. Co chwila spoglądała na pogrążone we śnie współlokatorki, by sprawdzić czy któraś z nich przypadkiem się nie obudziła. Jednak szansa na to była wątpliwa, gdyż stawiała stopy niemalże tak cicho jak kot.
Była pewna, że Abigail również nie śpi i właśnie to nie dawało jej spokoju.            
 Nie wiedziała dlaczego tak się tym przejmuje. Może dlatego, że miała dziwne przeczucie, że jest tam coś wartego uwagi? A poza tym, nie chciała by osoba która przyczyniła się do przegranej jej drużyny po raz kolejny dostała to czego chciała przed nią?
Wyobraziła sobie, że Abigail właśnie otwiera drzwi do biblioteki i ogląda się za siebie. Uśmiecha się chytrze, gdy widzi, że nikogo nie ma w cichym i mrocznym korytarzu. Wchodzi do środka i natychmiast kieruje się do działu ksiąg zakazanych. Odsuwa regał z książkami... Sięga do klapy w podłodze, otwiera zamek i kasztanowe włosy zasłaniają twarz, na której pojawił się wyraz tryumfu...
Potrząsnęła głową. To niedorzeczne! - pomyślała ze złością - nie mogę zasnąć przez jakąś głupią klapę w podłodze! 
Jednak jednocześnie tak bardzo pragnęła sprawdzić co jest w środku i utrzeć nosa Gray. Zagryzła wargę. A co jeśli ktoś ją przyłapie nas szwendaniu się po zamku w nocy? Może powie, że zostawiła coś ważnego w bibliotece podczas szlabanu? W sumie była to prawda, pomyślała z wahaniem. Nie była dobra w kłamaniu. A co jeśli dostanie kolejną karę? Nie zniesie jeśli Abigail znowu wygra, już nigdy, nikomu nie spojrzałaby w oczy! A pierwszy szlaban ma już za sobą, a więc i tak nie ma już czystej kartoteki. W tym momencie nie robiło jej różnicy czy będzie miała jeden czy dwa szlabany. A  miała przeczucie, że nikt nie zauważyłby jej nocnej eskapady.
Kiedyś nawet nie przyszłoby jej do głowy żeby złamać regulamin, ale teraz nie wydawało jej się to tak złe jak wcześniej. Na ogól nie łamała zasad, jednak tym razem duma nie pozwalała jej tego zignorować. Postanowiła zaryzykować. Chociaż raz. 
Coś pchało ją do wyjścia. Założyła na piżamę niebieski szlafrok.
Podeszła do drzwi i niepewnie położyła dłoń na zimnej klamce. Zamknęła oczy. Powstrzymała się od rozmyślania o konsekwencjach jakie mogą ją czekać, w głowie kołatała jej się tylko jedna myśl: Nie przegram z Abigail po raz kolejny.
Otworzyła drzwi i wyszła z dormitorium.
Gdy zeszła do Pokoju Wspólnego który - tak jak się spodziewała - był pusty, przeszła obok zgaszonego kominka cicho i niezauważalnie jak zjawa. Podeszła do dziury pod portretem i delikatnie pchnęła obraz. Gdy wyszła na zewnątrz i obejrzała się za siebie spodziewając się nagany spostrzegła, że Gruba Dama... chrapie. Odetchnęła i prędko weszła w najbliższy zakręt w obawie, że strażniczka może się zbudzić. Poszła dalej. Było ciemno i musiała uważnie się rozglądać. Nie lubiła ciemności, jednak wolała nie zapalać różdżki, by nie obudzić portretów, które mogłyby narobić niepotrzebnego hałasu. Jedynym źródłem światła była niemalże okrągła tarcza księżyca, której blask wpadał przez wysokie okna do środka. 
Musiała przyznać, że zamek wyglądał odrobinę strasznie w tym mroku. Jednak nie odczuwała strachu. Teraz czuła tylko podniecenie na myśl co znajdzie w bibliotece. Mimo starań, jej kroki odbijały się cichym echem od kamiennych ścian.
Zeszła po schodach... Jeszcze tylko jeden korytarz i będzie w bibliotece...Poczuła jak jej tętno nagle przyśpiesza. Już widziała ciemne drzwi biblioteki, nie odrywała od nich wzroku. Szybko zbliżyła się do nich i niecierpliwie złapała za klamkę. Zamknięte.
-Alohomora - szepnęła celując w zamek.
Rozległo się głośne szczęknięcie. Dźwięk odbił się echem w pustym holu. Rozejrzała się w przerażeniu dookoła, jednak nikt nie nadchodził ani nie dał się słyszeć dźwięk zapowiadający czyjeś przybycie. Odwróciła się z powrotem i nacisnęła na klamkę. Drzwi ustąpiły. Czuła narastające napięcie. Weszła do środka zamykając je za sobą. Nic nie widziała, było tak ciemno.
-Lumos – powiedziała cicho i od razu skierowała się do działu ksiąg zakazanych.

Otworzyła drzwi i nawet się nie oglądając podbiegła do owego regału.
-Mobiliarbus– szepnęła i mebel uniósł się w powietrze chwiejąc się lekko, kilka ksiąg z hukiem upadło na podłogę, jednak nie zwracała na to uwagi. Wykonując jeden staranny ruch przesunęła go na bok. W ciemności zobaczyła zarys klapy.
Ręce jej drżały nie ze strachu ani z zimna, choć niewątpliwie było chłodno, ale z ekscytacji.
W chwili kiedy chciała otworzyć skrytkę, usłyszała ciche kroki. Gwałtownie zerwała się z miejsca. Czuła jak serce obija się boleśnie o klatkę piersiową. Automatycznie wyciągnęła przed siebie różdżkę, jednak nie potrafiła niczego dostrzec w ciemności. 
Z każdą sekundą coraz wyraźniej słyszała kroki. Były coraz bliżej, ze strachem wstrzymała oddech.
Nagle kilka metrów przed sobą zobaczyła blade światło - to była Abigail! Ze zdenerwowaniem opuściła różdżkę, a ona powoli podeszła do niej. Była ubrana w krótką koszulę nocną w kolorze granatu, który kontrastował z jej kasztanowymi włosami.
-Cześć – powiedziała  z lekkim uśmiechem na ustach., który wcale nie był miły. Należał raczej do tych złośliwych, które każdego wyprowadzą z równowagi.
Ivy rzuciła jej chłodne spojrzenie.
-Po co tu przyszłaś? - spytała nie kryjąc wrogości.
-Nie mów, że nie wiesz. - odpowiedziała niecierpliwie Abigail.
-Ja byłam tu pierwsza. – odparła wojowniczo, a po chwili dodała - możesz wracać.
-Gdyby nie ja to w ogóle byś się o tym nie dowiedziała! - rzekła z wyrzutem
-Ale to ja byłam tu pierwsza! – powiedziała ściszonym głosem wskazując na siebie.
-Mam takie samo prawo zobaczenia tego co jest w środku, co ty!
-A właśnie, że nie. Idź stąd.
-Nie. Nie mam zamiaru cię słuchać - powiedziała dosyć spokojnie Abigail i powoli zbliżała się do niej, zerkając na skrytkę.
Nie podobało jej się to. Nie po to zaryzykowała aż tyle łamiąc szkolny regulamin, aby teraz się poddać.
-Odejdź, bo w innym wypadku nie będę już taka miła.
-Przecież możemy razem otworzyć tę klapę – zaproponowała.
Ivy nie chciała się dzielić, nie ze swoim wrogiem.
-Nie zasługujesz na to żebym się z tobą czymkolwiek dzieliła. – rzekła dumnie i obrzuciła ją gniewnym spojrzeniem.
- Nie musisz - prychnęła Abigail i wyminęła ją, i nim Ivy zdążyła się obrócić złapała za zamek. Blondynka po chwili znalazła się przy Abigail, która już zdejmowała kłódkę z haczyka. Nie zastanawiając się wiele, instynktownie odepchnęła ją i złapała za stary, metalowy uchwyt. Klapa otworzyła się z hukiem.
- Jesteś naprawdę....- zaczęła Abigail zdenerwowana, zmierzając w jej kierunku jednak zamarła, gdy zobaczyła zawartość skrytki.
Ich oczom ukazała się książka. Jednak zwykła książka na pewno nie wywołała by u nich takiego zachwytu. Miano książki na pewno nie oddawało piękna tego przedmiotu.
Ozdobna okładka błyszczała w świetle różdżki jak najprawdziwsze złoto. Jednak nie była wykonana z metalu. Materiał, z którego była zrobiona nie przypominała żadnego jaki znały. Była podobna do sierści zwierzęcia, jednak była znacznie szlachetniejsza. W bibliotece często widywały księgi obłożone skórą, lecz nigdy nie widziały tak niezwykle pięknej. Z oniemieniem wpatrywały się w nią, zapominając o sobie i o wszystkim.
 Nie wiedziały ile czasu minęło zanim Ivy wyciągnęła ostrożnie dłoń w jej kierunku. W tej samej chwili Abigail odepchnęła rękę dziewczyny.
- Nie dotykaj! - szepnęła nie spuszczając oczu z „książki”. W tym momencie pomyślała, że w życiu nie widziała nic piękniejszego, a jej wzrok zatrzymał się na drogocennych kryształach, którymi były wysadzany grzbiet księgi.Wydawało jej się, że nawet gdyby chciała nie mogłaby oderwać od niej wzroku, była taka cudowna....czuła się bardzo dziwnie, ale jednocześnie tak wspaniale.
Księga delikatnie zaiskrzyła w świetle różdżki Abigail, która wpatrywała się w nią z pożądaniem.
Ivy nawet nie zdając sobie z tego sprawy posłuchała się jej. Urzeczone patrzyły się na nią z  uwielbieniem. Im dłużej się wpatrywały tym więcej szczegółów dostrzegały. Zauważyły, że na okładce nie widnieje  tytuł ani autor. W środku znajdowała się  jedwabna zakładka, a rogi i grzbiet  pokryte były kunsztownymi zdobieniami... W tym samym momencie bardzo powoli wyciągnęły w ręce w stronę księgi, nie zupełnie zdając sobie z tego sprawę...
-Co wy tu robicie?
Obie natychmiast zerwały się z podłogi i obróciły się w stronę źródła głosu.

                                                
                                                 ~*~*~*~

Zaczyna się robić ciekawie! Przynajmniej tak nam się zdaje :) Bardzo cenimy waszą opinię, więc nie krępujcie się - piszcie  w komentarzach wszystko, co wam leży na sercu. A jeśli wolicie możecie pisać do nas na maila grey_trup@wp.pl Tak wiemy cudowna nazwa. Postaramy się odpowiadać jak najszybciej na wasze listy. Dziękujemy za wszystkie komentarze i wiadomości, które z pewnością do nas napiszecie :)

środa, 13 kwietnia 2011

Rozdział II - Sekret dziury w podłodze

Dopiero jakieś półgodziny później zdobyła się na odwagę by wrócić do pełnego uczniów Pokoju Wspólnego. Ale i tak kiedy zobaczyła swoją milczącą drużynę ze spojrzeniami skierowanymi prosto na nią miała ochotę się wycofać. Stanęła w miejscu nie wiedząc co robić. Rozmowy reszty Gryfonów zebranych w wieży nieco przycichły, jakby czekali na to co usłyszą. Nie pomagał także fakt, że niektórzy z uczniów, wciąż mieli na szyjach czerwono-żólte szaliki i patrzyli na nią lekko przybitym wzrokiem.
- Przepraszam...ja...nie chciałam żeby... to tak wyszło- powiedziała łamiącym się głosem, choć z całych sił starała się by zabrzmiał pewniej. Czuła się okropnie.- wiem jestem beznadziejna...po prostu...
Starała się znaleźć odpowiednie słowa, ale umykały jej niczym woda ze stulonych dłoni. Nawet nie wiedziała jak zamierza się wytłumaczyć. Matt odwrócił wzrok, ale cześć drużyny ciągle się w nią wpatrywała. Ich twarze nie miały wyrazu, nic nie mówili. To chyba było gorsze niż gdyby na nią wrzeszczeli.
Nie mogąc tego znieść szybkim krokiem ruszyła w stronę schodów do dormitorium, mijając kanapę na której siedzieli. Czuła, że łzy napływają jej do oczu. Całą siłą woli je powstrzymała. Jeszcze tego by brakowało, by wyszła przed wszystkimi na użalająca się nad sobą beksę.
-Zaczekaj - odezwał się Matt, kiedy postawiła nogę na pierwszym stopniu. Serce zabiło jej szybciej. Już wiedziała, co teraz będzie. Matt z grobową miną i poważnym tonem  oznajmi jej, że wylatuje z drużyny. Nie będzie to dla niej zaskoczeniem, więc po prostu wzruszy ramionami i pójdzie do pokoju. A może powinna coś powiedzieć?
Podczas, gdy wyobrażała sobie w jaki sposób  zakończy rozmowę, kapitan znów zabrał głos.
-Nie możesz tak łatwo dawać się wyprowadzać z równowagi - powiedział, przyglądając się jej uważnie, a wszyscy zebrani w pokoju nadstawili uszu - szczególnie komuś takiemu jak Gray.
Czuła, że na nią patrzy, ale sama przez moment nie była wstanie podnieść wzroku. Czy to była nagana? Wyobrażała ją sobie znacznie gorzej. 
-Miałam pozwolić jej na obrażanie mnie? - spytała czując, że powraca jej bojowy nastrój. Na moment zrobiło się całkowicie cicho. Jeden z chłopaków z drużyny, Vince omiótł tłum krótkim spojrzeniem i Gryfoni niezbyt wiarygodnie udali, że wracają do swoich rozmów. jednak Ivy i tak zupełnie nie zwracała na nich uwagi.
-Tego nie powiedziałem, ale nie powinnaś tak reagować.
-No to co miałam zrobić?! Stać w miejscu i...
-Powinnaś robić to co do ciebie należy czyli grać. - rzekł stanowczo, ale zadziwiająco spokojnie Matt.
Zamilkła. Miał rację, a ona jeszcze się z nim głupio wykłóca!  
-Teraz to i tak bez znaczenia... - wyszeptała martwym głosem i odwróciła twarz, by nie widzieli, że w kącikach oczu ponownie zbierają jej się łzy. 
-Jak to? - w jego głosie słychać było zaskoczenie.
-No bo skoro... już nie będzie mnie w drużynie...- powiedziała tak cicho, że ledwo co to dosłyszeli.  
Wszyscy jej koledzy z drużyny utkwili w niej wzrok, a ona stała tam czując się coraz gorzej. Nieświadomie przygryzła wargę  i zaczęła  wykręcać dłonie ze zdenerwowania. Wreszcie odważyła się spojrzeć Mattowi prosto w oczy i ku jej zdumieniu nie zobaczyła w nich rozczarowania czy gniewu; w jego oczach czaiły się wesołe iskierki, a ona ustach wykwitł delikatny uśmiech. Opuściła ręce, czując jak wielki ciężar spada z jej z serca.
-Nie miałem zamiaru cię wyrzucać- powiedział.
-Nie?- zapytała z niedowierzaniem.
-Nie -potwierdził z uśmiechem.
-Czyli zostaje?- upewniła się. Nie mogła w to uwierzyć. 
-Na to wygląda.
-Dobrze jej dowaliłaś! - odezwał się nagle Aaron, z podłym błyskiem w oku, na co cała drużyna wybuchnęła śmiechem, a wszyscy kibice zebrani w Pokoju Wspólnym podnieśli zadowolone okrzyki.  Nagle nastrój się zmienił, a atmosfera znacznie się rozluźniła. To była chyba najweselsza przegrana Gryffindoru jaką przeżyła.
Miała ochotę skakać z radości, jednak poczuła jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa i z ulgą opadła na najbliższy fotel.
Wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Chciała mu podziękować, ale z tego całego szczęścia nie potrafiła się odezwać. Jednak wiedziała po jego minie, że to zrozumiał.
-No to przynajmniej nie będziemy musieli szukać nowego szukającego - stwierdził James Potter przechylając się przez oparcie sofy. Jego czarne włosy jak zwykle sterczały we wszystkie strony, a oczy o barwie czekolady przez chwilę uważnie obserwowały jakiegoś dzieciaka  siedzącego samotnie w kącie pokoju. Miał identyczne włosy co on, ale Ivy zupełnie nie zwracała uwagi na nic poza jej drużyną.
-Za to Mcgonagall będzie musiała poszukać nowego komentatora - powiedział Vince z dziwną miną.
-Jak to? - zapytali wszyscy.
-Słyszałem jak Mcgonagall się na nią wydziera. To będzie chyba koniec jej  kariery - dodał z mściwym uśmieszkiem
Gryfonii krzyknęli radośnie. 
-O, właśnie. Switch chce cię widzieć - dorzucił
Ivy nieco zbladła. Switch...Najbardziej nerwowa i surowa nauczycielka na całym świecie i zarazem opiekunka ich domu....
Jej wesoły nastrój nagle gdzieś się ulotnił.


                 *  *  *                                 
                                                                         

Po lekcjach poszła do biblioteki, by odrobić szlaban, który dostała za zachowanie na meczu. Pierwszy szalaban w jej życiu! 
Może nie była tym zachwycona, ale czuła też coś w rodzaju mściwej satysfakcji. Dostrzegała też inne dobre strony. Po pierwsze mogło jej się trafić coś gorszego jak na przykład czyszczenie nocników w skrzydle szpitalnym, a po drugie może znajdzie jakąś ciekawą książkę. "Nie jest najgorzej" -pomyślała, jednak zaraz przekonała się jak bardzo się myliła..

-Cześć -  niespodziewanie usłyszała za sobą znienawidzony głos.

Odwróciła się. Zza regału wyszła Abigail trzymając w dłoniach chyba najgrubszą księgę jaką kiedykolwiek widziała. Ręce trzęsły jej się z wysiłku, ale dziewczyna nie dawała tego po sobie poznać.
-Dostałaś szlaban? -spytała, nie odrywając wzroku od makabrycznej ilustracji - och, to naprawdę okropne! Widziałaś jak nogi mu się pokrzywiły? To napraw...
-Co ty tu robisz? -spytała ostro Ivy. 
-Jak to co? Odrabiam szlaban tak samo jak ty - odpowiedziała Abigail trochę obrażonym tonem - No i nie jestem już komentatorką. -  dodała smętnie, lecz po chwili kontynuowała z promiennym uśmiechem - Ale w następnym roku znowu się zgłoszę się i na pewno mnie przyjmą! A co do meczu to może faktycznie odrobinkę przesadziłam, ale przynajmniej było zabawnie! 
-Zabawnie? - syknęła Ivy czując, że znowu traci nad sobą panowanie - przez ciebie przegraliśmy!
-Nie będę kłamała, ze jest mi przykro - powiedziała z trudem odkładając książkę na miejsce - Dostałam nauczkę, zapomnijmy o tym.
Ivy właśnie zamierzała na nią nakrzyczeć, jednak w tym momencie przyszła bibliotekarka z naręczem wielkich książek
-To do Działu Ksiąg Zakazanych - oznajmiła, kładąc je na stoliku i wróciła za biurko
-Świetnie - warknęła Ivy i wzięła połowę książek ze stolika. Poszła szybkim krokiem do miejsca wskazanego przez bibliotekarkę, nie zważając na Abigail. Miała ją głęboko w nosie.
Otworzyła drzwi i weszła do środka, a Abigail za nią. Milczała, a więc najwyraźniej była obrażona. "I dobrze" - pomyślała Gryfonka.
Ivy i Abigail nigdy tutaj nie były, ale nie marnowały czasu na zwiedzanie, bo ten dział wyglądał tak samo jak inne. Różnił się chyba tylko tym, że na książkach było więcej kurzu i było nieco mroczniej. 
Ivy spojrzała na tytuł pierwszego tomu na stosie. " Najstraszniejsze klątwy i uroki znane czarodziejom". Ze znudzeniem przewertowała książkę, ale nie było ani jednego makabrycznego obrazka. Westchnęła i włożyła książkę na półkę z napisem "Zaklęcia i uroki". Abigail robiła to samo, ale nawet nie przeglądała ciężkich publikacji, najwyraźniej była zbyt przygnębiona. 
Następna książka również byłą poświęcona urokom, a jej tytuł głosił: "Jak pognębić swoich wrogów za pomocą magii". Ivy  z zainteresowaniem otworzyła ciężki tom pokryty czarną skórą, z zamiarem znalezienia czegoś na Abigail. Wszystkie zaklęcia były długie i skomplikowane, więc odłożyła ją na miejsce.
Żadna z nich nie wiedziała ile dokładnie już tutaj siedzą,  ale praca zdawała się nie mieć końca, gdyż bibliotekarka ciągle dokładała im nowe książki.
-Moje ręce! - jęknęła Abigail, machając nimi jak wiatrak- wcale ich nie czuje!
-Ja też - mruknęła zmęczona  Ivy, zapominając, że postanowiła z nią normalnie nie rozmawiać. Natychmiast się zreflektowała- Ale słabeusz z ciebie!
-Chyba z ciebie -odparła Abigail słabo.
-Wmawiaj sobie - powiedziała Ivy bez szczególnego zapału, siadając na szczeblu drabiny, na którą musiały się wspinać by włożyć ciężkie egzemplarze na wyższe półki. 
Abigail już zmierzała w jej kierunku z naręczem książek, gdy nagle potknęła się o nie zawiązane sznurówki.
Ivy odruchowo podeszła do niej, by jej pomóc. Natychmiast opanowała ten odruch i udała, że zrobiła to po to by pozbierać książki, które upadły na ziemię. Zebrała je i położyła na stoliku odwracając się do niej plecami. Wzięła jedną z ksiąg i włożyła na właściwe miejsce. Zauważyła, że Abigail ciągle leży na ziemi w tej samej pozycji. Ivy pokręciła głową z nie dowierzaniem.
- Wstawaj! Przecież bolą cię ręce, a nie nogi. - stwierdziła, nawet się nie odwracając- Nie rób sobie tutaj leżanki tylko mi pomóż!- dodała, zaciskając zęby z wysiłku przy wkładaniu wielkiej księgi, grubej na co najmniej tysiąc stron.
-Tutaj coś jest! - powiedziała Abigail, zaglądając pod jeden z regałów
-Co? Znowu masz zwidy? – spytała zgryźliwie Ivy, nawet nie przerywając pracy.
-Tutaj coś jest, zobacz!
-Żartujesz sobie - stwierdziła sceptycznie, kładąc szkarłatna księgę między jedną, która była zimna niczym lód i drugą w złotej oprawie
-Nie żartuję! Sama zobacz.
Ivy spojrzała na nią nieufnie. Abigail ciągle leżała na ziemi i wpatrywała się w to coś co niby było pod regałem. Jednak po chwili ciekawość wzięła górę i Ivy podeszła do półki. Kucnęła i schyliła głowę. Faktycznie coś tam było. Wyglądało jak niewielka wypukłość w podłodze i jeszcze coś czego w tym ciemnościach nie potrafiła rozpoznać.
-Strasznie ciemno, nic nie widać - szepnęła Abigail, mrużąc oczy by coś dostrzec.
-Co to jest? - mruknęła Ivy również przymykając powieki, jakby to miało w czymś pomóc.
-W tym świetle to  wygląda trochę jak zdechła mysz... co to może być? Od razu mówię, że nie włożę tam ręki.
Ivy walnęła się w czoło i sięgnęła do kieszeni szaty, która była już trochę przykurzona od leżenia na posadzce i wyciągnęła z niej różdżkę.
-Lumos.
Koniec różdżki zabłysnął bladym światłem. Sięgnęła dłonią pod mebel i teraz dostrzegła, że to co Abigail z początku wzięła za zdechłą mysz, było metalową kłódką od starej klapy w podłodze. Ivy głośno zaczerpnęła powietrza, a Abigail natychmiast podniosła się z ziemi.
-Ciekawe co jest w środku? Odejdź , zamierzam odsunąć ten regał – zawołała, z zapałem podwijając rękawy.
-Nie drzyj się tak!
Ivy wstała i stanęła tuż przed nią zastanawiając się czy mówi serio. Jednak, gdy spojrzała na jej zaciśnięte pięści i zacięty wyraz twarzy uznała, że nie żartuje.
-Zwariowałaś?! Ktoś na pewno to zauważy! - szepnęła nerwowo i złapała ją za rękę, w której trzymała różdżkę.
-O co ci chodzi? Puszczaj mnie! - wykrzyknęła i wyrwała się z jej uścisku - nikt tego nie zobaczy drzwi są zamknięte. A zresztą mogę robić to co mi się podoba.
-Nie możesz!
-A niby dlaczego? -prychnęła Abigail, zakładając ręce na piersi
-Bo mówię ci że bibliotekarka nas przyłapie i dostaniemy jeszcze większy szlaban!
Oddychała szybko, czując coraz większą złość.
- Mów sobie dalej - powiedziała lekceważąco Abigail i zamachnęła się różdżką- Wingardiu...
-Nie! - zawołała Ivy i  wytrąciła jej różdżkę z ręki.
-Co ty wyrabiasz?!- Abigail podniosła swoją różdżkę z podłogi
-Co TY wyrabiasz!- poprawiła ją Ivy - Nie chce mieć przez ciebie problemów! Proszę odsuwaj sobie ten regał, ale nie przy mnie.
Abigail nie zdążyła nic powiedzieć, bo do sali weszła wściekła biblotekarka.
-Słyszałam jakieś krzyki - powiedziała surowo i zmrużyła oczy.
-Tylko rozmawiałyśmy – skłamała lekko Abigail 
-Chciałam wam oznajmić, że na dzisiaj to już koniec, jutro przyjdziecie o tej samej porze. Wracajcie do dormitoriów, zamykamy bibliotekę.
Zrobiły tak jak powiedziała pani Beckett. Po drodze ani razu się nie odezwały, dopiero w miejscu, w którym ich drogi miały się rozejść Abigail powiedziała jadowicie
-No to cześć - i poszła w kierunku schodów do podziemi.
Ivy patrzyła na nią dopóki nie znikła z pola widzenia. Coś w jej tonie kazało jej zachować czujność. Ona coś kombinuje. Była tego pewna.

 -----------------------------------

Mamy nadzieję, że wam się podoba. Bardzo cieszymy się, że w ogóle ktoś tutaj wchodzi i że piszecie komentarze. Naprawdę nie wiecie jak wiele to dla nas znaczy. Obiecujemy, że  w następnym rozdziale będzie więcej akcji. :)